— Nie powinnaś być już w pracy, Muriel? Za kwadrans będzie dziewiąta.
Uniosłam wzrok znad parującej kawy. Uśmiechnęłam się w stronę Karen, która poprawiała swoje czerwone obcasy i uparcie starała się wygładzić materiał białej koszuli. Dzisiaj miała swój pierwszy dzień w nowej pracy. Kancelaria „Nelson i Murdock” wydawała się być dobrym początkiem dla osoby, która od zawsze marzyła o pracy z prawem. Wywróciłam oczami, kiedy pochyliła się w moją stronę i złapała za kubek, upijając z niego trochę. Skrzywiła się i puściła moje dłonie, wytarła usta i spojrzała na mnie z wyrzutem.
— Rany boskie, jak można lubić niesłodzoną kawę — Wyburczała.
Prychnęłam i odłożyłam kubek, skupiając się na porannych wiadomościach, które opisano tym razem w zwykłej gazecie. Czarny, pogrubiony nagłówek na pierwszej stronie po raz kolejny wołał oto, aby się nim zainteresowano. „Morderczy Punisher ponownie zaatakował! Następne ofiary jego gniewu!”. Co za niespodzianka, pomyślałam ironicznie i mlasnęłam językiem, przyglądając się zdjęciu. Przedstawiało ono miejsce zbrodni, gdzie jego punktem skupienia były czarne worki ułożone obok siebie, a nad nimi przechadzali się policjanci. Wszystkie zdjęcia wyglądały tak samo.
Od ponad tygodnia w wiadomościach huczało o słynnym Punisherze, który
nie robił nic oprócz zabijania przestępców. Niezależnie od tego kim
byli, wystarczało mieć kilka grzechów głównych na koncie, aby wziął cię na celownik. Tak czy siak, kończyli z kulką w głowie. A nawet z kilkoma, mimo że się bronili. Nie byłam pewna co do niego pewna. Facet albo był pieprzonym szczęściarzem, że ani razu nie oberwał i się nie wykrwawił, albo był cholernym terminatorem, na którego nikt nie był przygotowany w tym cholernym Nowym Jorku. Ale co prawda, jednego nie można było mu zarzucić: jego przezwisko było adekwatne do stanu rzeczy. Dalej dziwiłam się, że ludzie interesowali się
tym tematem, choć został przewałkowany tysiące razy i na tysiące sposobów. W końcu rozpisywały się o nim każde gazety, a w
wiadomościach bez przerwy mówiło się, jakby to był jedyny problem świata. A fakty wciąż pozostawały takie same. I nikt nie potrafił się o nim niczego dowiedzieć. Facet pozostawał chodzącą tajemnicą, co źle wróżyło tym, którzy pragnęli go znaleźć.
— Nie rozumiem, więc dlaczego każdego ranka robisz dokładnie to samo,
kiedy wiesz, że piję jedynie niesłodzoną kawę. I tak, oficjalnie moja
robota zaczyna się o dziewiątej, ale nieoficjalnie będę w niej za jakąś
godzinę, może dwie. Nie spieszy mi się — powiedziałam.
Karen cmoknęła mnie w policzek i zarzuciła pięknym uśmiechem, pędząc w stronę drzwi wyjściowych. Pożegnała się krzycząc i trzasnęła drzwiami, zanim w ogóle zdążyłam otworzyć usta. W jednej chwili nastała cisza, którą zagłuszyło jedynie moje długie westchnięcie. Odwróciłam się w stronę blatu i rzuciłam na nią pomiętą gazetę. Zacisnęłam wargi, kiedy telefon stacjonarny zadzwonił. Uniosłam słuchawkę i mruknęłam ciche przywitanie.
— Powiesz mi, gdzie u diabła, jesteś?
Parsknęłam i zasłoniłam usta dłonią. Przekleństwa z drugiej strony słuchawki płynęły jak z kranu, a ja tylko czekałam, aż mężczyzna się wygada. Niespełna trzy minuty później, kiedy odetchnęłam z ulgą, padło pytanie:
— Coś ty najlepszego zrobiła, Muriel? — George zapytał.
„Jeszcze nic, czego bym żałowała”, pomyślałam.
— Nie rozumiem co masz na myśli — zmarszczyłam brwi i potarłam dłonią szczękę, licząc szybko na wyjaśnienia ze strony przyjaciela. Szelest w słuchawce i ściszony głos powiedział mi, że był już w pracy.
— Jak śmiałaś wziąć sprawę Ratimira Sharapov? Wiesz, że biorąc tę sprawę skazujesz się na krzywe spojrzenia rady przysięgłych i sędziego, już nie wspominając o aferze jaka powstanie! Jesteśmy w Nowym Jorku, tutaj kara śmierci nie obowiązuje, jasne, w porządku, ale zdajesz sobie sprawę, że prosząc sędziego o przeniesienie go do innego stanu, automatycznie wpędzi cię w kłopoty. Jeśli opuści teren tego stanu automatycznie zostanie skreślony. Kara śmierci będzie na niego czekała — skończył mówić, a ja ścisnęłam nasadę nosa.
— I dobrze. Sukinsyn zasłużył na nią.
George westchnął.
— Słuchaj, Muriel. Jesteś dobrym oskarżycielem, ale nie aż tak dobrym. Ten facet ma najlepszych prawników, do cholery! Myślisz, że pozwolą ci wysłać ich klienta do innego stanu na śmierć? Jedynie co zrobisz to bałagan i ściągniesz na siebie uwagę nie tych ludzi co potrzeba — prychnęłam. — Muriel, jesteś moją przyjaciółką. Martwię się. To zlecenie źle się skończy. Ja to wiem. I ty to wiesz. Odpuść, do cholery!
Pokręciłam głową. Oparłam słuchawkę na ramieniu i przytknęłam do niej ucho. Wolnymi dłońmi złapałam za obcasy, gdy się po nie schyliłam. Nasunęłam je na stopy i zamarłam, kiedy rozmowę telefoniczną przerwało. Złapałam w dłoń słuchawkę. Zmarszczyłam brwi, krzywiąc usta.
— George? — mruknęłam. — George? Co jest kur...
Głośne pukanie do drzwi spowodowało, że moje serce zamarło na krótką chwilę, aby w następnej zaczęło pędzić dziko. Odłożyłam słuchawkę na stolik i ruszyłam powoli przed siebie, aby spojrzeć przez judasza w drzwiach. W tej sekundzie dziękowałam Karen za pomysł z dywanem. Przesunęłam wieczko na bok i przytknęłam głowę do zimnego drewna. Na klatce schodowej panowała cisza i nic oprócz białej ściany nie widziałam. Otworzyłam drzwi jednym ruchem i zaczerpnęłam dużo powietrza do płuc, przestępując przez próg. Obejrzałam na wszystkie strony i zmarszczyłam brwi, kiedy nikogo oprócz koperty z moim imieniem nie znalazłam. Złapałam torebkę ze stolika i wyciągnęłam chusteczkę, łapiąc list w pomiędzy palce. Kiedy wypuściłam powietrze, drzwi były już zamknięte na zasuwki, a ja stałam przy blacie po raz kolejny tego dnia. Nożykiem przecięłam papier i delikatnie wysunęłam list, który nie był sam.
Co jest do kurwy nędzy.
Kosmyk jasnych włosów opadł na blat.
Otworzyłam zgięty na pół liścik i zamarłam.
„Masz bardzo ładną siostrę, Muriel. Szkoda byłoby patrzeć jak blizny szpecą jej twarz. Dlatego dajemy Ci jedną szansę. Odpuść sprawę Ratimira Sharapov, a małej i słodkiej Karen nic się nie stanie. Wybór należy do Ciebie.”
— Sukinsyn. Zapłacisz mi za to.
Jeżeli znajdziesz w tekście błąd czy nawet zwykłą literówkę, proszę, napisz mi o niej w komentarzu. To pomaga mi udoskonalić swoją pracę. Dziękuję!